KOSZTY PROCESU A WYSOKOŚĆ DOCHODZONEGO ROSZCZENIA



   W tej krótkiej notce, chciałabym pochylić się na zależnością kosztów procesu, a wysokością dochodzonego przed Sądem roszczenia. Przede wszystkim, zaś chciałabym abyś Ty Mój Drogi Poszkodowany pochylił się nad tym, zanim wpadniesz w szpony machiny Kancelarii Odszkodowawczych.


   Od razu zaznaczam, że w żaden sposób nie deprecjonuję Kancelarii Odszkodowawczych, niektóre nawet bardzo cenię. Chcę jedynie  wyczulić Cię na proste socjotechniczne działania, zwłaszcza, że Kancelarie Odszkodowawcze nie ponoszą odpowiedzialności cywilnej za swoją działalność i nie mają sformalizowanych zasad etyki zawodowej. To wszystko w odróżnieniu od Kancelarii Radców Prawnych i Kancelarii Adwokackich.  


   Zacznę od tego, że umowa o prowadzenie sprawy związanej z dochodzeniem roszczeń jest umową starannego działania, a nie umową rezultatu. Oznacza to ni mniej ni więcej, że podmiot podejmujący się prowadzenia Twojej sprawy, Drogi Poszkodowany, zobowiązany jest do dołożenia najwyższej staranności, żeby odszkodowanie dla Ciebie uzyskać, ale nie do tego, że je faktycznie uzyska.


   Dlatego tak ważne jest już w procesie sądowym, żeby nie przeszacować dochodzonego roszczenia. Na początku musisz wiedzieć jakie koszty czekają Cię w postępowaniu cywilnym. I tak pierwszy podstawowy koszt, to tzw. wpis sądowy stanowiący 5% dochodzonego roszczenia. Oczywiście jeśli będziesz miał szczęście zawsze istnie możliwość złożenia skutecznego wniosku o zwolnienie z kosztów sądowych. Kolejne koszty to koszty opinii biegłych. Zaznaczam, że regułą procesową jest, że wniosek o biegłego składa strona wnosząca roszczenie, aby udowodnić zasadność i wysokość tego roszczenia. Koszty te kształtują się różnie w zależności od rodzaju sprawy od 1000 do 5000 zł (np. przy biegłych z zakresu rachunkowości, czy budownictwa). I wreszcie koszty zastępstwa procesowego pełnomocnika Twojego przeciwka procesowego.

 

   Wysokość tych kosztów ulega zmniejszeniu, jeżeli sprawa zakończy się wydaniem nakazu zapłaty w:
- postępowaniu upominawczym,
- elektronicznym postępowaniu upominawczym,
- postępowaniu nakazowym,
- europejskim postępowaniu nakazowym.


   Na to drugie rozwiązanie nie liczyłabym zbytnio. Oczywistym bowiem jest, że Twój Przeciwnik  procesowy będzie się bronił. Sytuację, gdy nakaz zapłaty staje się prawomocny wskutek braku wniesienia sprzeciwu są sporadyczne.


   No i oczywiście pozostają Ci Mój Drogi Poszkodowany koszty Twojego pełnomocnika – należne mu bez względu na to czy wygrasz w części, czy w całości lub po prostu przegrasz proces. Koszty te są z reguły określane przez pełnomocników procentowo w zależności od „ugranej kwoty”. Tak więc w interesie pełnomocnika jest zawyżanie dochodzonych roszczeń.


   Mając na uwadze powyższe pamiętaj, że zanim podejmiesz decyzję o wysokości dochodzonego roszczenia wybierz takiego pełnomocnika, który realnie i rzetelnie oszacuje Twoje szanse w procesie. Nie jest bowiem sztuką obiecać poszkodowanemu niebotycznej wygranej kwoty odszkodowania lub zadośćuczynienia. Sztuką jest analiza całości materiału jaki oferujesz swojemu pełnomocnikowi, aby ten korzystając ze swojego doświadczenia procesowego, innych podmiotów np. rzeczoznawców, lekarzy właściwie i realnie ocenił Twoje szanse w procesie.


   Pamiętaj, Mój Drogi Poszkodowany, jeśli pełnomocnik będzie rzetelny i uczciwy - wygrasz sprawę w całości i zapłacisz jedynie prowizję swojemu pełnomocnikowi. Jeśli natomiast wygrasz ją jedynie w części np. w 30 % , Sąd obliczy koszty stosunkowo do Twojej wygranej i wygranej Twojego przeciwka – 70 % i w takiej proporcji obciąży Cię wszystkimi kosztami, o których mowa powyżej.


   Reasumując, nie należy być zbyt roszczeniowym i trzeźwo oceniać swoje szanse, zwłaszcza, że żądanie zawsze możesz rozszerzyć w trakcie trwania procesu. Zasada jest prosta im wyższe roszczenie tym większe koszty.
 

Życząc samych wygranych procesów


Pozdrawiam


Radca prawny
Katarzyna Hankiewicz- Jackowska


 

 

WARTOŚĆ UBEZPIECZENIOWA A STAŁA SUMA UBEZPIECZENIA

   Inspiracją do napisania tego krótkiego felietoniku jest dla mnie jedna ze spraw sądowych którą aktualnie prowadzę i wreszcie poczucie przyzwoitości.

   Otóż rzecz tyczy się umowy ubezpieczenia autocasco zawartej w opcji „stałej sumy ubezpieczenia”. Dla mniej zorientowanych wyjaśniam, że zawarcie umowy ubezpieczenia, oferowane już przez wszystkie zakłady ubezpieczeń z opcją „stałej sumy ubezpieczenia”, oznacza, że suma ubezpieczenia ustalona w polisie jest stała i niezmienna przez cały okres trwania umowy ubezpieczenia. Tak więc, jeśli np. ubezpieczycie swoje ukochane BMW X5 w dniu 02.01.2019 r. na kwotę 300000 zł. z opcją „stałej sumy ubezpieczenia” (na polisie powinien być znaczek x w odpowiedniej rubryce – polecam sprawdzić przed podpisaniem umowy), zapłacicie ubezpieczycielowi za to dodatkową składkę, ale w zamian macie spokojny sen, że jeżeli w dniu 29.12.2019 r. Wasz ukochany przedmiot ubezpieczenia zniknie w niewyjaśnionych, z pewnością, okolicznościach, czyli zostanie ukradziony, Wasz równie kochany ubezpieczyciel, bez szemrania wypłaci Wam odszkodowanie w kwocie równiej sumie ubezpieczenia – czyli 300000 zł. Super, nieprawdaż!!!

   Otóż NIE! To jedynie mrzonka, iluzja, słodka imaginacja. Droga przez mękę dopiero przed Tobą mój drogi Ubezpieczający. 

   Ubezpieczyciel będzie Ci piętrzył trudności, przeprowadzi długie postępowanie wyjaśniające, aby na końcu wypłacić Ci odszkodowanie w wysokości wartości Twojej BM-ki ale na dzień powstania szkody czyli na 29.12.2019 r. i według mej najlepszej wiedzy nie będzie to ubezpieczone 300000 zł ale o wiele mniej. No przecież nie tajemnicą ani niczym nadzwyczajnym, że w ciągu roku kalendarzowego samochód traci na wartości.

   Okaże się bowiem, że w dniu zawierania umowy ubezpieczenia wartość Twojego pojazdu została zawyżona. Przezorny ubezpieczyciel, mimo zawarcia umowy z opcją stałej sumy ubezpieczenia, w toku likwidacji szkody, ponownie, w oparciu o wszystkie możliwe na świecie programy ekspercie jak np. Eurotax, Info-Expert ustali wartość Twojego auta.

 

   Nagle, mimo, że Tobie serce pęka z powodu straty okaże się, że wartość obecnie już nie Twojego mienia na dzień zawarcia umowy ubezpieczenia ( 02.01.2019 r.) to np. 220000 zł. Ups! Doszło bowiem do nadubezpieczenia. Zapomnij Kochany o 300000, o stałej sumie ubezpieczenia. Max, czego możesz się spodziewać to obecnie wyliczone 220000 zł. No i co z tego, że zapłaciłeś składkę od 300000 zł?

 

   Oczywiście takie działanie nie znajduje żadnego umocowania faktycznego i prawnego, skoro umówiliście się na stałą sumę ubezpieczenia w kwocie 300000 zł. Nie ma żadnego znaczenia ile wynosi wartość Twojego ubezpieczonego pojazdu w dniu kradzieży!

 

   Oczywistym jest, że każdy ubezpieczyciel broni „stałej sumy ubezpieczenia” w przypadku gdy zachodzi konieczność wypłaty odszkodowania jak niepodległości. Analogicznie było z instytucją zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej przed nowelizacją k.c. z 2007 r, gdzie ostatnim bastionem, który poddał się w nierównej walce z Sądem Najwyższym była PZU SA.

Oczywistym jest również, że instytucja niedoubezpieczenia i nadubezpieczenia są tak stare jak sama umowa ubezpieczenia (najstarsze zachowane umowy ubezpieczenia morskiego pochodzą z 1347 r. z Genui, z 1384 z Pizy i z 1397 z Florencji). Bez wątpienią obie sytuacje są korzystne dla ubezpieczyciela.

   W przypadku niedoubezpieczenia, jeśli w toku likwidacji szkody okaże się, że wartość przedmiotu ubezpieczenia jest wyższa niż suma ubezpieczenia, ubezpieczyciel będzie się bronił i słusznie zapisem art. 824 § 1 k.c. zgodnie z którym jeżeli nie umówiono się inaczej, suma ubezpieczenia ustalona w umowie stanowi górną granicę odpowiedzialności ubezpieczyciela. WNIOSEK – ubezpieczający nie otrzyma odszkodowania w wysokości poniesionej szkody, a jedynie sumę ubezpieczenia, która jest niższa niż wartość ubezpieczeniowa. 

   W przypadku nadubezpieczenia, ubezpieczyciel będzie szukał obrony w doktrynie prawa ubezpieczeniowego, z której wynika, że wysokość odszkodowania nie może być wyższa od poniesionej szkody, jak i przepisie art. 8241 § 1 k.c, który statuuje tą samą zasadę. Jednakże z jednym wyjątkiem skrupulatnie pomijanym przez ubezpieczyciela. Mianowicie, przepis wyraźnie wskazuje o ile nie umówiono się inaczej. WNIOSEK – ubezpieczający w przypadku szkody całkowitej otrzyma odszkodowanie w wysokości wartości ubezpieczeniowej, mimo, że suma ubezpieczenia w umowie jest wyższa i od wyższej sumy zapłacił składkę. 

   Mój Drogi Ubezpieczający, powyższej przedstawiłam Ci fakty, szarą jak dzisiejszy dzień rzeczywistość.

   Ale nie, nigdy się nie poddawaj! Ubezpieczyciele zapominają bowiem w swym zacięciu do wypłaty jak najniższego odszkodowania o kilku istotnych szczegółach.

   Przede wszystkim o art. 11 ustawy z dnia 22.05.2003 r. z późniejszymi zmianami, zgodnie z którym, za szkodę wyrządzoną przez agenta ubezpieczeniowego w związku z wykonywaniem czynności agencyjnych odpowiada zakład ubezpieczeń, na rzecz którego agent ubezpieczeniowy działa, z zastrzeżeniem ust. 2. Przepisu art. 429 Kodeksu cywilnego nie stosuje się.

Oczywistym jest, że to nie Ty ustalasz sumę ubezpieczenia. Możesz jedynie ją zadeklarować, zaś sama suma zostanie ustalona przez agenta zawierającego umowę w imieniu i na rzecz ubezpieczyciela. Jeśli zatem to nie Ty wypełniasz polisę i czynisz w niej jakiekolwiek zapisy, ale osoba umocowana przez ubezpieczyciela do zawierania umów ubezpieczenia i to ona zawarła w umowie zapis, że umowa zostaje zawarta w opcji stałej sumy ubezpieczenia, to można domniemać, że suma ubezpieczenia została ustalona w sposób gwarantujący zastosowanie klauzuli „stałej sumy ubezpieczenia”.

Tak np.

Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 14 lipca 2006 roku, sygn. akt II CSK 64/06, niepublikowany

Treść umowy ubezpieczenia należy interpretować w oparciu o złożony wniosek stanowiący ofertę zawarcia umowy określonej treści i polisę.

Wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi III Wydział Cywilny Odwoławczy z dnia 07.06.2017; sygn. akt III Ca 127/17

„(…)Nie ma racji skarżący, że błędnie jego zdaniem została zastosowana w sprawie klauzula „02 STAŁA SUMA UBEZPIECZENIA” z uwagi na błędnie oszacowaną wartość rynkową pojazdu w dacie zawarcia umowy ubezpieczenia. Zaniechania w tym zakresie obciążają samego pozwanego, który na etapie zawierania umowy mógł kwestionować sumę ubezpieczenia (odpowiadającą wartości rynkowej pojazdu) w świetle zawartej umowy. Zwłaszcza, że to pozwany, profesjonalista przedstawiał powodowi (...) i klauzlę 02 stałej sumy ubezpieczenia i powinien znać dokładnie ich treść, w szczególności, że suma ubezpieczenia powinna odpowiadać rzeczywistej wartości rynkowej pojazdu(…).

Analogicznie – Sąd Rejonowy Wydział I Cywilny w Turku w wyroku z dnia 14.11.2016; sygn.. akt I C 70/16

„(…) Należy podnieść, że zgodnie z OWU sumę ubezpieczenia deklaruje ubezpieczający, jednak nie pozostawia się tu swobody w określeniu jej wysokości. Wspomniany § 15 przewiduje bowiem, że w ubezpieczeniu pojazdów mechanicznych od uszkodzenia zadeklarowana kwota powinna odpowiadać wartości rynkowej pojazdu na dzień zawarcia umowy ubezpieczenia, nie ulega wątpliwości, iż zgodnie z obowiązującymi u pozwanego zasadami ubezpieczyciel był obowiązany do sprawdzenia zadeklarowanej przez klienta wartości pojazdu. W ocenie Sądu to pozwany z uwagi na profesjonalny charakter jego działalności obowiązany jest do zachowania należytej staranności przy ustalaniu wartości pojazdu.(…)”

 

   To jedynie drobny wycinek z bogatego orzecznictwa na temat.

 

  Reasumując.

 

   Jeśli spotka Cię to co opisałam powyższej nie załamuj się, IDZIEMY DO SĄDU.

   Od tego masz mnie np.:)).

 

Radca prawny

Katarzyna Hankiewicz-Jackowska

WYNAJEM SAMOCHODU ZASTĘPCZEGO PO KOLIZJI? – JAK NAJBARDZIEJ

– ALE MUSISZ BYĆ CZUJNY

CZĘŚĆ I

   Tym razem pozwolę sobie poświęcić parę słów na temat wynajmu pojazdu zastępczego w ramach ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych (…), czyli krótko mówiąc z OC sprawcy szkody. Od razu zastrzegam, że temat jest tak rozległy, a zarazem intersujący, że nie da się wyczerpać wszystkich aspektów tej sprawy w takim felietoniku, nawet podzielonym na dwie części. Postaram się zatem, Mój Drogi Poszkodowany, wyjaśnić Ci kilka najważniejszych zagadnień i wskazać, jak nie dać się „wymanewrować” ubezpieczycielowi, ani firmie wynajmującej samochody zastępcze. Od razu zastrzegam, że wszystko co piszę adresowane jest do tzw. klientów indywidualnych. Samochód Prezesa KGHM, który uległ kolizji – to zupełnie inna bajka.

   Każdemu, albo prawie każdemu, który został poszkodowany przez innego uczestnika ruchu drogowego, a dokładnie - poszkodowany został „głównie pojazd”, przysługuje od ubezpieczyciela sprawcy szkody, zwrot kosztów wynajmu pojazdu zastępczego. Nie wdając się w szczegóły, zarówno doktryna prawa ubezpieczeniowego, jak i orzecznictwo znacznie ewoluowało w tym zakresie. Początkowo uznano, że prawo do wynajmu istnieje tylko jeśli uszkodzony pojazd służył do prowadzenia działalności gospodarczej, ale szczęśliwie od mniej więcej dekady, uprawnienie to przysługuje każdemu poszkodowanemu.

 

  Jeśli jednak wydaje Ci się, Mój Drogi, że prawo to przysługuje Ci zawsze - jesteś w błędzie.

 

Jeśli pozwolisz zacznę od zagrożeń, na które z całą pewnością musisz być przygotowany ze strony ubezpieczyciela.

Po pierwsze, zanim wynajmiesz pojazd zastępczy, musisz odpowiedzieć sobie na bardzo, ale to bardzo ważne pytanie – czy jest on Ci tak naprawdę potrzebny? Oczywiście, z reguły jest Ci potrzebny, chociażby po to żeby dojechać do pracy, zawozić dzieci do przedszkola/szkoły, dojazdów do lekarzy, itd. Jest Ci potrzebny do czynności życia codziennego. Nie jest niczym niezwykłym, że w obecnych czasach samochód jest człowiekowi niezbędny. Ale jeśli okaże się, że posiadasz poza pojazdem uszkodzonym jeszcze inne pojazdy, masz ten luksus, że w rodzinie są dwa auta, to uwaga - już mogą znacząc się schody. Oczywiście ubezpieczyciel korzystając z bazy danych UFG skrupulatnie to sprawdzi, zanim w ogóle zacznie rozpatrywać Twoje roszczenia. Załóżmy optymistycznie, że przez tę próbę przeszedłeś pomyślnie. To znaczy udało Ci się wykazać, że primo – potrzebujesz auta zastępczego, secundo - mimo, że zarejestrowane na Ciebie są jeszcze dwa inne pojazdy, wykażesz, że użytkują je na co dzień żona i córka. Możesz oprzeć zroszone potem czoło. Na chwilkę.

 

   Otóż, przy telefonicznym zgłoszeniu szkody ubezpieczyciel poinformuje Cię, że rozmowa jest nagrywana. Po około 20 minutach rozmowy padanie pytanie czy potrzebujesz pojazdu zastępczego? Oczywiście, że tak. Wówczas przeuprzejma Pani lub Pan poinformuje, że owszem przysługuje Ci pojazd zastępczy i ubezpieczyciel zorganizuje taki bezpłatnie (w ramach posiadanej floty pojazdów lub wypożyczalni, z którymi współpracuje). Poinformuje również o tzw. maksymalnie akceptowalnych stawkach za wyjem pojazdu, w przypadku gdy nie wyrazisz zgody na propozycję ubezpieczyciela, dotyczącą zorganizowania wynajmu w ramach świadczonych przez niego usług. Krótko mówiąc, opowie Ci, że jeżeli nie chcesz samochodu od ubezpieczyciela, to owszem możesz sobie wynająć gdzie indziej. Ale maksymalnie za określone kwoty. Tu, w zależności od segmentu uszkodzonego auta, padną odpowiednie kwoty. Informacje takie otrzymasz także drogą mailową.

   Musisz się liczyć także z telefonami i mailami od ubezpieczyciela - tak około dwa razy dziennie - z pytaniem czy już samochód jest naprawiony.

 

   WAŻNE – pamiętaj, że przysługuje Ci prawo wynajmu auta w takim samym segmencie jak Twój - uszkodzony). Oznacza to tylko tyle, że jeżeli uszkodzony został Fiat Tipo, to za wynajem Bentleya – nie zapłacą. 

W procesach sądowych ubezpieczyciele, z reguły, bronią się nagraniami rozmów, w których informowali Cię o wszystkim, o czym wspomniałam powyżej. Twierdzą, że złożyli Ci ofertę wynajmu pojazdu zastępczego. Otóż, nieprawda. Ubezpieczyciel złożył Ci tylko propozycję. A do oferty w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego, to jeszcze daleko. Nie poinformowano Cię bowiem na jaki okres będzie wynajmowany pojazd zastępczy. Z mojego doświadczenia, jako radcy prawnego z 20-letnim stażem w PZU SA, jest to działanie celowe. Ponieważ, gdyby już przy zgłoszeniu szkody określono, że wynajem pojazdu zastępczego nie przysługuje na „rzeczywisty czas naprawy”, a jedynie na „technologicznie uzasadniony czas naprawy” a przede wszystkim poinformowano jaka jest procedura ustalenia „uzasadnionego czasu najmu” - z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością – nie skorzystasz z propozycji ubezpieczyciela.

   Do ustalenia czasu, na który ubezpieczyciel wynajmie Ci samochód zastępczy, posłuży się tzw. programami eksperckimi, ale przede wszystkim wytycznymi Polskiej Izby Ubezpieczeń – organu, który broni interesów ubezpieczyciela jak niepodległości. Nie będę przytaczała całych wytycznych, bo mija się to z celem. Tu jednak pojawią już nie schody, ale bastion nie do zdobycia, czyli tzw. „technologicznie uzasadniony czas naprawy”.

   W bardzo dużym skrócie, jest to czas, który zakłada producent pojazdu, a za nim Polska Izba Ubezpieczeń, potrzebny do naprawy uszkodzeń jakie powstały w Twoim pojeździe. Posługując się slangiem ubezpieczeniowym, bo wszak to nie praca doktorska, a jedynie moje spostrzeżenia i uwagi, tzw. likwidator techniczny po oględzinach pojazdu wprowadzi odpowiednie dane to programu eksperckiego i wyjdzie mu, że „technologicznie uzasadniony czas naprawy to 3 dni”. Do tego, zgodnie w wytycznymi PIU, o których wspomniałam powyżej dorzucą Ci jeszcze:

    1) okres, od dnia powstania szkody, do dnia jej zgłoszenia ubezpieczycielowi – o ile zgłoszenie nastąpiło bez nieuzasadnionej zwłoki. Za typowy, wystarczający okres uznaje się 3 dni –nie wymaga on uzasadniania. W przypadku późniejszego zgłoszenia szkody, wskazane jest wyjaśnienie powodów zwłoki. Obiektywnie, nie leżące po stronie poszkodowanego przeszkody, uzasadniają uznanie całego okresu pomiędzy zaistnieniem a zgłoszeniem szkody;

    2) czas od dnia zgłoszenia szkody, do dnia dokonania oględzin przez przedstawiciela ubezpieczyciela oraz otrzymania przez poszkodowanego (lub upoważniony przez poszkodowanego podmiot, warsztat) dokumentu szczegółowo opisującego uzasadniony zakres naprawy. Może być nim protokół oględzin lub kalkulacja kosztów naprawy. Dokument winien być potwierdzeniem, że naprawa jest ekonomicznie uzasadniona (tj. szkoda nie została zakwalifikowana przez ubezpieczyciela jako całkowita);

    3) czas technologiczny naprawy ustalony w oparciu o technologię producenta pojazdu  

    4) okres oczekiwania na ewentualne oględziny dodatkowe w toku naprawy (od chwili zgłoszenia takiego wniosku ubezpieczycielowi do czasu wykonania oględzin dodatkowych);

    5) okres organizacyjny na znalezienie warsztatu naprawczego, zlecenie naprawy, przyjęcie / odbiór pojazdu z naprawy –standardowo przyjmuje się łącznie do 2 dni;

   6) okres oczekiwania na sprowadzenie części zamiennych – w granicach maksymalnie 2 dni roboczych;

 

   Acha, jeśli w międzyczasie będą dni wolne do pracy, również jak najbardziej zostaną policzone. 

 

   Swoją drogą już widzę jak do np. samochodu m-ki Bugatii, a takie spotyka się już na polskich drogach, jakikolwiek Autoryzowany Salony Naprawy zamówi części w 2 dni. Trochę żarty.

 

   W tym momencie stan faktyczny mamy taki – Twoje auto jest w warsztacie, ubezpieczyciel zrobił wszystkie magiczne wyliczenia i dzwoni do Ciebie przedstawiciel firmy, od której wynająłeś za pośrednictwem ubezpieczyciela pojazd zastępczy, z radosną informacją, że czas minął i jutro masz oddać auto zastępcze. Nikogo nie interesuje, że Twój samochód jest jeszcze w naprawie. Dla ubezpieczyciela liczy się jedynie wyimaginowany „technologicznie uzasadniony czas naprawy”.

 

   Technologiczny czas naprawy, ustalony na podstawie programów kosztorysowych, który tylko modelowo uwzględnia sumę operacji naprawczych niezbędnych do przywrócenia pojazdu do stanu poprzedniego jest pojęciem czysto ubezpieczeniowym, oderwanym od rzeczywistego czasu naprawy. Nadto zgodnie z aktualnym orzecznictwem Sądu Najwyższego dotyczącym zawrotu kosztów najmu pojazdu zastępczego, w tym uchwały z dnia 17 listopada 2011 r. w sprawie III CZP 05/11, ograniczenie poniesionych wydatków na najem pojazdu zastępczego, z uwagi na czas jego trwania, może być dokonana w przypadku bezsprzecznego wykazania, że poszkodowany pozostawał w zwłoce w zleceniu przeprowadzenia naprawy uszkodzonego pojazdu mechanicznego lub udowodnienia istnienia zwłoki zakładu naprawczego w przeprowadzeniu usługi naprawczej.

A tego ubezpieczyciel nie będzie robił, bo mu się najzwyczajniej nie chce. Co więcej w swej hipokryzji posunie się tak daleko, że w ewentualnym sporze sądowym, będzie twierdził, że nie wymaga od Ciebie poszukiwania najtańszej oferty. A cóż innym jest jak szukanie wypożyczalni która cenowo zmieści się w maksymalnie akceptowalnych przez ubezpieczyciela stawkach?

 

   I z czym zostajesz Mój Drogi poszkodowany – z niczym, samochód zastępczy został Ci przez ubezpieczyciela odebrany. Nie interesuje go w żadnym stopniu, że to TY jesteś poszkodowanym. To Twoim interesom służy ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych, a nie ochronie interesów finansowych ubezpieczyciela.

Co możesz zrobić w takiej sytuacji? Otóż, wynająć samochód na okres dalszej naprawy – ale pamiętaj tylko do stawki maksymalnej akceptowalnej przez ubezpieczyciela – o czym informował przy zgłoszeniu szkody. Nieprawdaż? Przy czym nie masz żadnej gwarancji, że za dalszy okres wynajmu zostanie Ci zapłacone. Albo asekuracyjne, poruszać się środkami komunikacji miejskiej, bo i to ma swoje dobre strony - na ulicach mniejsze kroki, smog też chyba mniejszy?

 

   Niestety z mojej wieloletnie praktyki sądowej, odkąd prekursor nagrywania rozmów z pozycją najmu – PZU SA od roku ok 2017 r. sądy powszechne przychylają się do stanowiska ubezpieczyciela. Ale jak myślę do czasu dopóki taki potencjalny sędzia nie będzie zmuszony do wynajęcia pojazdu zastępczego i ubezpieczyciel nie przeczołga go przez swoje wszystkie procedury. A potem zapłaci ile uważa za stosowne. Wprost nie mogę doczekać się takiej sytuacji.

 

   Nie trać wiary, Mój Drogi poszkodowany, są to procesy do wygrania. A oto kilka rad co zrobić, żeby zabezpieczyć swoje interesy wobec ubezpieczyciela:

  1. Po pierwsze staraj się sam zgłosić szkodę. Nie „ułatwiaj” sobie sprawy propozycją warsztatu, do którego oddasz pojazd do naprawy, że oni sami zgłoszą szkodę. Niestety warsztaty mają ciche porozumienie z wypożyczalniami i nie przekażą ci, że była propozycja wynajmu od ubezpieczyciela. Przeciwnie sami zaproponują Ci wynajmem pojazdu w super wypożyczalni – a to obróci się później przeciwko Tobie.

  2. Jeśli otrzymasz pozycję wynajmu od ubezpieczyciela, dopytaj dokładanie na jaki okres wynajmą Ci samochód. Uzyskaj informację wprost, czy na czas naprawy, czy na czas naprawy i likwidacji szkody – już tutaj powinna zapalić się lampka, że niestety „wymanewrują” Cię na „technologicznie uzasadniony czas naprawy”.

  3. Pamiętaj, że jeżeli Twój samochód, tutaj znowu posłużę się slangiem ubezpieczeniowym, jest „jezdny” czyli np. ma uszkodzony cały lewy bok (wgniecione elementy, lakier zdarty do blachy). W rozumieniu ubezpieczyciela jest „jezdny” bo drzwi się zamakają, nie stwarza zagrożenia dla innych uczestników ruchu drogowego. Albo załóżmy uszkodzony zderzak, można go przymocować drutem albo sznurkiem od snopowiązałki – jest jezdny – to możesz go oddać do warsztatu dopiero jak ten będzie już miał części i będzie mógł przystąpić do naprawy. Jeśli oddasz „jezdne auto” bezpośrednio po kolizji – okresu oczekiwania na części ubezpieczyciel nie uzna. 

 

   Taka sytuacja nie stanowi „drobnej niegodności” dla poszkodowanego, o której mowa w uchwale Sądu Najwyższego z dnia III CZP 20/17 z dnia 24 sierpnia 2017. Przeciwnie jako poszkodowany, nie masz obowiązku poruszać się pojazdem, który wygląda jakby dopiero wjechał ze „szrotu”.

 

   To tylko kompendium wiedzy jaką musisz posiadać decydując się na wynajem pojazdu zastępczego i zagrożeń ze strony ubezpieczyciela.

   O praktykach stosowanych przez wypożyczalnie w części II.   

Pozdrawiam

Radca prawny

Katarzyna Hankiewicz-Jackowska